przy Parafii św. Kazimierza królewicza w Krakowie

Sapieżyński Kodeń

8 – 10 września 2018 roku

Śladami Sapiehów udajemy się w pielgrzymce na Kresy, aby lepiej je poznać i zrozumieć, aby pomodlić się tam i zaczerpnąć nieco spokoju od mieszkańców Podlasia. Zasadniczym celem naszej pielgrzymki jest oczywiście Sapieżyński Kodeń.

Planujemy zatrzymać się także w Kostomłotach i Pratulinie, aby odetchnąć duchem bizantyjskiej liturgii oraz poznać skomplikowaną i bolesną historię Unitów.

W Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Września w Woli Gułowskiej pomodlimy się za naszą Ojczyznę, a Woli Okrzejskiej spotkań sie z Seinkiewiczem.

Co najważniejsze, chcemy Matce Bożej, czczonej w Kodeńskim Obrazie, przedstawić nasze intencje oraz nasze… winy. Ufamy, że uczyni je „felix”!

Z radością wspólnego pielgrzymowania
ks. Adam Niwiński

Sapieżyński Kodeń

8 – 10 września 2018 roku

Śladami Sapiehów udajemy się w pielgrzymce na Kresy, aby lepiej je poznać i zrozumieć, aby pomodlić się tam i zaczerpnąć nieco spokoju od mieszkańców Podlasia. Zasadniczym celem naszej pielgrzymki jest oczywiście Sapieżyński Kodeń.

Planujemy zatrzymać się także w Kostomłotach i Pratulinie, aby odetchnąć duchem bizantyjskiej liturgii oraz poznać skomplikowaną i bolesną historię Unitów.

W Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Września w Woli Gułowskiej pomodlimy się za naszą Ojczyznę, a Woli Okrzejskiej spotkań sie z Seinkiewiczem.

Co najważniejsze, chcemy Matce Bożej, czczonej w Kodeńskim Obrazie, przedstawić nasze intencje oraz nasze… winy. Ufamy, że uczyni je „felix”!

Z radością wspólnego pielgrzymowania
ks. Adam Niwiński

Felix culpa

Matka Boża Kodeńska

Felix culpa

W Kodniu czczony jest Obraz Matki Bożej zwanej „Matką Bożą Gregoriańską”, „Matką Bożą z Guadalupe” lub „Królową Podlasia – Matką Jedności”.

Został on sprowadzony w XVII wieku do Kodnia przez Mikołaja Sapiehę – przodka naszego ks. kard. Adama Stefana Sapiehy.

Wydarzenie to nazwano „felix culpa” – błogosławioną winą!

 

Jak podaje tradycja, ciężko chory Mikołaj Sapieha udał się w 1631 roku pielgrzymce do Rzymu. Tam przed obrazem Matki Bożej znajdującym się w kaplicy papieża Urbana VIII (1623-1644) odzyskał zdrowie. Chciał Obraz zabrać na Podlasie, ale mu nie pozwolono. Wykradł go więc i przywiózł do Kodnia umieszczając w kościele się Anny. Za ten czyn został ukarany papieską ekskomuniką, która została zdjęta w dopiero w 1635 po sejmie podczas którego, w obecności króla Władysława IV Wazy, bronił jedności Kościoła.

Jako pierwszy historię tę opisał prawnuk brata Mikołaja w opowiadaniu „Historia przezacnego obrazu kodeńskiego” (1720). Spopularyzowała ją Zofia Kossak-Szczucka w powieści „Błogosławiona wina” (1924 i 1953).

Program

Ramowy program pielgrzymki

Program ma charakter ramowy, bo jesteśmy sprawną i zdyscyplinowaną grupą, która potrafi dostosować się do bieżących sytuacji.

 

Sobota, 8 września

  • 6.45 – modlitwa w kościele, godz. 7.00 – wyjazd.
  • Muzeum H.Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej (ok. południa).
  • Wczesnym popołudniem przyjazd do Kodnia i zakwaterowanie.
  • Zwiedzanie miasta (zależnie od czasu i pogody).
  • 18.oo – Msza św. przed Obrazem Matki Bożej Kodeńskiej.
  • 19.oo – obiadokolacja w Domu Pielgrzyma.
  • 20.3o – Różaniec i Apel Jasnogórski w Bazylice.
  • Wieczorny spacer po Kalwarii kodeńskiej.

Niedziela, 9 września

  • 9.oo – śniadanie i wyjazd do parafii Kostomłoty
  • 11.oo – Eucharystia w obrządku bizantyjsko-słowiańskim w kościele unickim św. Nikity Męczennika w Kostomłotach.
  • 13.oo – obiad pełen kostomłockich przysmaków.
  • Super ciekawa pogadanka ks. prob. Zbigniewa Nikoniuka.
  • Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie.
  • Czas na modlitewną refleksję w Ogrodzie Różańcowym
    i Ogrodzie Zielnym oraz przyjacielskie rozmowy nad Bugiem.

Poniedziałek, 10 września

  • 7.oo – Msza św. przed ołtarzem Matki Bożej Kodeńskiej.
  • Pałacyk Placencja – letnia rezydencja Sapiehów.
  • Wola Gułowska – Sanktuarium MB Patronki Żołnierzy Września i Muzeum Kleeberczyków.
  • Powrót do Krakowa w późnych godzinach wieczornych.

Kodeń

Kodeń

Miasto Sapiehów

Historia Kodnia związana jest z dziejami litewsko-ruskiego rodu Sapiehów, którzy nabyli od króla Zygmunta I Starego tutejsze dobra. Założone w 1511 roku miasto swój najbardziej dynamiczny rozwój przeżywało na przełomie XVI i XVII w.

Zamek i letnia rezydencja Sapiehów

Jednocześnie z pozwoleniem na założenie miasta Iwan Semenowicz Sapieha († 1517) – protoplasta kodeńskiej linii Sapiehów – otrzymał zezwolenie na budowę zamku przy ujściu rzeki Kałamanki do Bugu. Prace przy budowie zamku kontynuował jego syn Paweł, wojewoda podlaski.

Zamek i miasto stanowiły jednolity system obronny, dzięki któremu kontrolowano żeglugę na Bugu oraz wiodące przez Kodeń szlaki handlowe. Gdy zmarł Paweł Sapieha († 1579), Kodeń odziedziczył jego syn Mikołaj Sapieha (1581-1644), z przydomkiem Pius, czyli Pobożny. Rozbudował zamek w okazałą, trójkondygnacyjną budowlę w stylu późnego gotyku. Kolejnej gruntownej przebudowy podjęła się księżna Elżbieta z Branickich Sapieżyna († 1800), przeznaczając go dla syna Kazimierza Nestora. On jednak on nie chciał w nim zamieszkać i po śmierci matki przeniósł się do Krasiczyna, a opuszczony zamek w Kodniu zaczął niszczeć.

Z zespołem zamkowym związana była letnia siedziba Sapiehów (Placencja) założona przez Pawła Sapiehę w 1689. W otoczeniu włoskiego ogrodu wybudował tzw. Dom Miejski oraz szereg małych domków na wzór kamedulski. Fryderyk Sapieha w 1710 osiedlił w nich jezuitów powierzając im opiekę nad Sanktuarium.

W XIX w. rezydencja podzieliła los zamku popadając w ruinę. Zniszczony dworek pełnił wiele różnych funkcji. W latach 90-tych, staraniem Misjonarzy Oblatów, odbudowano tą rezydencje dodając boczne skrzydło.

Aktualnie znajduje się tam Dom Opieki Społecznej im. św. Brata Alberta.

Sanktuarium Matki Bożej (kościół św. Anny)

Początki sanktuarium wiążą się z czwartym w kolejności właścicielem Kodnia – Mikołajem Sapiehą. W 1629 rozpoczął on budowę murowanej świątyni w rynku miasta, w pobliżu drewnianego kościoła parafialnego św. Anny. Budowę zakończono po 11 latach. Ostateczny kształt ten kościół uzyskał dopiero w 1709, kiedy Jan Fryderyk Sapieha ozdobił go parawanową barokową fasadą i wzniósł smukłą wieżę.

Dostrzegając nadzwyczajny charakter tego Obrazu, papież Klemens XI podarował korony, którymi wizerunek został ozdobiony w 1723. Była to trzecia koronacja koronami papieskimi obrazu w Rzeczypospolitej i Litwie (po obrazie MB Częstochowskiej i MB Trockiej). Obecnie na Obrazie są korony z 2000 roku.

Wizerunek kodeński był w kościele do 1875, kiedy to z nakazu władz carskich, po upadku powstania styczniowego, kościół św. Anny zamieniono na prawosławny sobór Świętej Trójcy, a obraz Matki Bożej został wywieziony na Jasną Górę i umieszczony w kaplicy św. Pawła. Wcześniej władze carskie usunęły całe wyposażenie świątyni: zdjęto okazałą galerię portretową rodu Sapiehów (dziś znajduje się ona na Wawelu!), wywieziono także wszystkie ołtarza i obrazy (większość do pobliskich parafii).

Sytuacja zmieniła się w 1905 wraz z ukazem tolerancyjnym cara. Kościół św. Anny został zwrócony katolikom obrządku łacińskiego. Wróciła także zasadnicza część wywiezionego wyposażenia. Do opieki i nad kościołem zostali zaproszeni Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Obraz Matki Bożej powrócił do Kodnia w 1927 r.

W 1973 papież Paweł VI podniósł świątynię do godności Bazyliki Mniejszej.

Kalwaria kodeńska

W 1931 roku, na dawnym terenie zamkowy, zaczęto tworzyć Kalwarię. Prowadzi do niej stara, brukowana droga (obecnie ul. Sapiehy). Jej sercem i ozdobą jest kościół Świętego Ducha.

Został on zbudowany w latach 1530-1540 przez Pawła Sapiehę na wzgórzu zamkowym. Służył on jako rodzinna kaplica zamkowa.

Powstał w stylu gotyku nadwiślańskiego. W jego architekturze znajdują się elementy renesansu (układ wnętrza, portal) oraz elementy orientalne (wszystkie okna od strony południowej, dekoracyjne kafle na frontonie). Trójnawowy układ budowli nawiązuje układem do świątyń bizantyjskich.

Znajduje się w nim najstarszy, po cudownym Obrazie, zabytek Kodnia. Jest nim nagrobna tablica Jana Sapiehy z 1520 zapisana w języku staroruskim.

Kościół w swym wnętrzu kryje m.in. dawną zasłonę cudownego obrazu wykonaną w drewnie, zabytkową kropielnicę oraz krucyfiks na którym Chrystus ma pogodną i uśmiechniętą twarz: Ukrzyżowany Uśmiechnięty! Jezus uśmiecha się ponieważ Ojcu Swemu powiedział: “Wykonało się” pokonując zło i otwierając ludziom drogę do zbawienia.

Na odnowionych wałach, które okalają kościół Świętego Ducha i dawny zamek rozmieszczono stacje Drogi Krzyżowej. Na fundamentach zamkowej zbrojowni wybudowano ołtarz polowy, a za nią usypano Golgotę.

W 2005 posadzono Ogród Zielny Matki Bożej zwany labiryntem. Wchodzi się do niego przez bramę z tablicami dekalogu. Labirynt jest w kształcie rozwijających się płatków róży, co ma przypominać różaniec.

 

Kazanie kard. Karola Wojtyły w 50. rocznicę powrotu obrazu MB Kodeńskiej do Kodnia, 1977.

Starajmy się jeszcze raz zrozumieć ten przedziwny czyn, który stał u początku dziejów Matki Bożej Kodeńskiej. Wedle zwyczajnych ludzkich sposobów rozumienia Mikołaj Sapieha, dziedzic Kodnia, zwany Pobożnym, dopuścił się bardzo niepobożnego czynu. Bez zezwolenia papieża Urbana VIII zabrał obraz z jego kaplicy. Można by powiedzieć: ukradł…

Wydaje się jednak, że aby zrozumieć tę błogosławioną winę, trzeba uświadomić sobie, iż ten obraz, zanim został wzięty, był mu w jakiś sposób darowany. Nie przez papieża Urbana VIII. Myślę, że darowała mu go sama Bogarodzica.

(…) Mikołaj Sapieha czuł ten szczególny duchowy proces, któremu koniecznie potrzebna była Matka – obecność matki, Matki, która jednoczy: Matki, która zna wszystkie swoje dzieci, bez względu na to czy mówią po polsku, czy mówią po rusku, czy mówią po litewsku. Zna je jako dzieci i jest im wspólną, jedną Matką. I oni przy Niej, przez Nią, stają się także jednym Kościołem, jedną owczarnią.

Popatrzcie, Drodzy Pielgrzymi, raz jeszcze na ten wizerunek. Chociaż początki jego sięgają zachodnich krańców Europy, jest w nim coś takiego, co mogło przemawiać do ludzi tej ziemi, co mogło łączyć i faktycznie łączyło wszystkie dzieci Boże: te mówiące po polsku, te mówiące po rusku i te mówiące po litewsku – w jednym Kościele, w jednej owczarni.

Przed 50 laty pierwszy Biskup odnowionej diecezji podlaskiej w odrodzonej Rzeczypospolitej: po okresie przeszło 100-letniej niewoli, sprowadził uroczyście Matkę Bożą Kodeńską na to miejsce, z którego została wygnana. Dokonało się to nie tylko w sposób uroczysty, ale i w sposób serdeczny. Z Siedlec do Kodnia pielgrzymi z biskupem na czele przeszli pieszo. Dziękowali za Jej powrót (…)

A kiedy przyszedł ten dzień, że powróciła – początek września 1927 roku – tak jak teraz, wówczas cały lud świętej ziemi ruszył ze swoimi duszpasterzami, ze swoimi biskupami, ze swoim pasterzem, pielgrzymując pieszo na to miejsce, ażeby radować się z odzyskanego znaku swojej jedności.

Tę jedność w Kościele Chrystusowym, jedność Ludu Bożego w szczególny sposób Ona oznacza. Są takie wybrane wizerunki, które temu w szczególny sposób służą. Tę jedność Ona wyraża. Tę jedność Ona sprawia. Taka jest tajemnica tego kodeńskiego obrazu, który miał za sobą dziwną przeszłość…”

Gra planszowa

Legenda o Matce Bożej Kodeńskiej

Kostomłoty

Sanktuarium św. Męczennika Nikity w Kostomłotach

Parafia katolicka obrządku wschodniego w Kostomłotach powstała w 1627 na fali wydarzeń związanych z zawarciem Unii Brzeskiej w 1595 (Klemens VIII i Zygmunt III Waza). Drewniana kostomłocka cerkiew pochodzi z pierwszej połowy XVII w.

Po ostatnim rozbiorze Polski (1795) rząd carski zlikwidował w 1875 na terenie tzw. Kongresówki ostatnią unicką diecezję chełmsko-bełską. Kasatę diecezji poprzedziły krwawe prześladowania unitów.

Parafia kostomłocka podzieliła los całej unickiej diecezji. W 1875 plebanię, po uprzednim usunięciu proboszcza unickiego, zajął duchowny prawosławny. Od tej chwili wierni uniccy zaczęto modlić się w prywatnych domach, a nawet lasach. Z cerkwi usunięto typowe wyposażenie charakteryzujące świątynie unickie: ołtarze boczne i tzw. ołtarz wielki oraz ludową figurę św. Antoniego z Padwy.

Po przegranej wojnie z Japonią, ostatni car Rosji Mikołaj II wydał dekret, na mocy którego przywrócono wolność wyznania w Imperium Rosyjskim. W efekcie na obrządek łaciński oficjalnie przepisało się ponad 250 tysięcy byłych unitów. Podczas letniej ofensywy wojsk centralnych w 1915, większość wiernych prawosławnych opuściła tereny zajmowane przez wojska niemieckie, austro-węgierskie i Legiony Polskie.

W 1927 odrodziła się neounicka parafia w Kostomłotach. W przededniu II wojny światowej liczyła 239 wiernych. Zaraz po wojnie podzieliła los wszystkich miejscowości objętych stalinowską, przesiedleńczą akcją
„Wisła”. Po wysiedleniu mieszkańców Kostomłotów na miejscu pozostał jedynie ks. Aleksander Przyłucki, wegetując w ekstremalnie trudnych warunkach, bohatersko czekał na swoich parafian. Większość z nich powróciła w rodzinne strony pod koniec lat 60 i na początku 70-tych. Obecnie parafia liczy 147 wiernych. Od 2007 posługuje w niej ks. Zbigniew Nikoniuk, nasz gospodarz.

Jest to jedyna na świecie katolicka parafia neounicka obrządku bizantyjsko-słowiańskiego.

Pratulin

Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie

Początki Pratulina sięgają XV w. Do 1732 r. nazywał się Hornów, posiadał zamek obronny, a od 1460 r. należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Król August III Sas nadał Pratulinowi prawa miejskie. W Pratulinie istniały obok siebie dwie parafie: obrządku rzymskokatolickiego pw. św. Piotra i Pawła oraz obrządku greckokatolickiego (unickiego).

Z biegiem czasu, szczególnie po Synodzie Zamojskim w 1720 r. w świątyniach unickich zaczęto upodabniać do katolickich w wystroju, poprzez podobne nabożeństwa (np. Godzinki do NMP, różaniec, wystawienia Najświętszego Sakramentu w monstrancji, drogi krzyżowe), zaczęto wprowadzać organy i coraz częściej modlono się w języku polskim. W połowie XVIII w. na terenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów mieszkało około 4,5 mln unitów.

Po upadku Rzeczpospolitej, na ziemiach wcielonych do Rosji władze carskie rozpoczęły systematyczne prześladowanie unitów zmuszając ich do przejścia na prawosławie. 24 stycznia 1874 roku w przy kościele w Pratulinie poniósł śmierć męczeńską Wincenty Lewoniuk i 12 Towarzyszy oddając życie w obronie wiary i jedności Kościoła.

Proces beatyfikacyjny unickich Męczenników rozpoczął się w roku 1918. Przerwał go wybuch II wojny światowej, a bezpośrednio po niej rządy komunistyczne w powojennej Polsce.

Dopiero po 1989 roku zaistniała możliwość dotarcia do interesujących dokumentów i kontynuacji procesu. Zakończył się on w roku jubileuszu 400-lecia zawarcia Unii Brzeskiej. Jan Paweł II beatyfikował Męczenników z Pratulina w Rzymie 6 października 1996 roku.

 

Z raportu ks. Teodora Telakowskiego do bpa J. Stupnickiego

Dnia 24 stycznia 1874 roku wydarzyła się straszna katastrofa w Pratulinie w powiecie Konstantynów na Podlasiu. Duszpasterską troskę w tej parafii sprawował ksiądz Józef Kurmanowicz, który od kilku tygodni razem z innymi kapłanami był więziony w Siedlcach. Lud, gdy żegnał swego duszpasterza wywożonego z parafii, przeczuwał, że czeka go ciężka dola. Padał na kolana przed odjeżdżającymi, prosząc o ostatnie błogosławieństwo. Kapłan i lud, zalani łzami, rozeszli się, może na zawsze. Błogosławieństwo było udzielane drżącą ręką, bo słowa uwięzły w zbolałej piersi. Bóg w niebie je przyjął.

Zarząd nad parafią został powierzony młodemu galicjaninowi, księdzu Leontemu Urbanowi, mieszkającemu w swej parafii w sąsiednim Krzyczewie. Chciał on wprowadzić w cerkwi unickiej w Pratulinie liturgię prawosławną. Unici pratulińscy zamknęli swoją cerkiew i klucze trzymali u siebie. Ksiądz Urban dał o tym znać do władz. 24 stycznia przybył naczelnik powiatu konstantynowskiego, mieszkający w Janowie. Przybyło z nim także wojsko pod dowództwem niemieckiego oficera Steina.

Naczelnik Kutanin przywoływał różne argumenty, aby przekonać lud, by przekazał swoją świątynię nowemu proboszczowi, wyznaczonemu przez władze rządowe, i by nie niszczyli pokoju. Cała jego elokwencja na nic się zdała.

Wówczas Stein powiedział, że zebrani powinni przyjąć prawosławie, teraz zaś winni się rozejść i nie zakłócać spokoju. Ci z różnych stron pytali go: „Jak się nazywasz?” Odpowiedział: „Nazywam się Stein”. - „Jaką wyznajesz wiarę?” Odpowiedział: „Jestem luteraninem”. Powiedzieli mu: „Dobrze, przyjmij więc prawosławie, abyśmy zobaczyli, jak wygląda zdrajca wiary”. Stein nic nie odpowiedział, ale żołnierzom rozkazał szarżę na obrońców. Ci skupili się przy kościele i bronili go, bojowo podnosząc kije znalezione w pobliżu. Wojsko ustąpiło, przewidując straty. Lud stał nieporuszony na placu.

Stein zarządził załadowanie karabinów kulami. Wówczas wierni odrzucili kołki i kamienie, które trzymali w rękach. Padli na kolana jak jeden mąż i zaczęli śpiewać pobożne pieśni polskie: Święty Boże, a następnie psalm: Kto się w opiekę. Stein rozkazał: ognia! Kule posypały się jak grad. Padli zabici wieśniacy. Pochyliły się głowy rannych. Śpiew nie ustawał. Żołnierze byli ustawieni w półkole za parkanem cmentarnym i prowadzili ogień. Pierwszy padł zabity Wincenty Lewoniuk. Jednocześnie padł martwy młodzieniec Anicet Hryciuk ze wsi Zaczopki. Stojący obok starzec podniósł jego martwe ciało i przerywając na chwilę śpiew, zawołał: „Już narobiliście mięsa, możecie go mieć więcej, bo wszyscy jesteśmy gotowi umrzeć za naszą wiarę”. Ogień trwał kilkanaście minut.

Ludzie pozostawali w niewielkiej odległości od wojska i byli skupieni w zwartą grupę. Liczba zabitych byłaby zapewne większa, gdyby niektórzy żołnierze, powodowani współczuciem, nie strzelali w powietrze. Żaden jęk nie wyszedł z piersi umierających. Żadne przekleństwo nie splamiło ust rannych. Wszyscy umierali w Bogu i z Bogiem za wiarę, która jako dar pochodzi od Boga.

Gdy zaprzestano strzelać, na placu pozostało dziewięciu zabitych. Cztery osoby, śmiertelnie ranne, umarły tego samego dnia. Zostały pogrzebane w tej samej mogile.

Wola Gułowska

Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Września

Z powstaniem Sanktuarium Matki Bożej Patronki Żołnierzy Wrześna wiąże się legenda, wedle której, pewnej wieśniaczce z Woli Gułowskiej objawiła się Matka Boska. Maryja życzyła sobie, by ówczesny właściciel tej miejscowości – Hieronim Rusiecki – wystawił kaplicę. I tak oto w 1549, w miejscu, w którym do tej pory znajdował się krzyż stanęła drewniana świątynia. Niespełna 85 lat później, kolejny właściciel Woli Gułowskiej, Ludwik Krasiński, ufundował klasztor oo. Karmelitów.

Świątynia została wybudowana na planie prostokąta, a architektura wnętrza prezentuje klarowny układ trójnawowy (bazylikowy). Od północy można zobaczyć przylegającą kaplicę i zakrystie, które są datowane na przełom XVII/XVIII stulecia. W XVIII w. dobudowano dwuwieżową fasadę.

Dzięki wizerunkowi Matki Bożej trzymającej na ramionach Dzieciątko Sanktuarium zyskało sławę na terenie całej Polski. O cudowności tego obrazu świadczy duża liczba udokumentowanych uzdrowień.

5 września 1982 roku odbyła się koronacja tegoż płótna, a Matce Boskiej Gułowskiej nadano tytuł Patronki Żołnierzy Września, ze względu na to, że była Ona świadkiem walk toczonych na tych terenach w 1939 roku.

Muzeum Kleeberczyków

Muzeum Czynu Bojowego Kleeberczyków w Woli Gułowskiej istnieje od 1989 (od 2014 w nowej formie). Jego celem jest kultywowanie historii i tradycji Samodzielnej Grupy Operacyjnej S.G.O. „Polesie” generała Franciszka Kleeberga (1888-1941), która była ostatnią regularną formacją zbrojną Wojny Obronnej Polski 1939 roku. Wraz ze swoją jednostką stoczył on ostatni bój w 1939 roku pod Kockiem.

5 października, z powodu niewystarczającej ilości amunicji, lekarstw i żywności, postanowił poddać ostatnią zorganizowaną jednostkę polską. Bitwa została jednak uznana za zwycięstwo oręża polskiego, a sam Kleeberg wydał ostatni rozkaz do jednostek Wojska Polskiego, kończąc tym samym kampanię wrześniową.

 

Ostatni rozkaz gen. Kleeberga do żołnierzy SGO „Polesie”

S.G.O. „Polesie” L.dz.1/5/op. Horodzieżka, 5.10.1939, godz. 19:30

 

Żołnierze!

Z dalekiego Polesia, znad Narwi, z jednostek, które oparły się w Kowlu demoralizacji – zebrałem Was pod swoją komendę, by walczyć do końca.

Chciałem iść najpierw na południe – gdy to się stało niemożliwe – nieść pomoc Warszawie. Warszawa padła, nim doszliśmy. Mimo to nie straciliśmy nadziei i walczyliśmy dalej, najpierw z bolszewikami, następnie w 5-dniowej bitwie pod Serokomlą z Niemcami.

Wykazaliście hart i odwagę w czasie zwątpień i dochowaliście wierności Ojczyźnie do końca. Dziś jesteśmy otoczeni, a amunicja i żywność są na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje nadziei, a tylko rozleje krew żołnierską, która jeszcze przydać się może.

Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili – każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą Karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni.

Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie.

Powyższy rozkaz przeczytać przed frontem wszystkich oddziałów.

Dowódca SGO „Polesie”
/-/ Kleeberg gen. bryg.

Wola Okrzejska

Muzeum Henryka Sienkiewicza

Wola Okrzejska w latach 1781–1870 należała do rodziny Cieciszowskich–Sienkiewiczów. Tutaj – 5 maja 1846 roku – urodził się autor „Quo Vadis?” i laureat Nagrody Nobla w 1905 (zm. 15.11.1916 w Vevey).

Muzeum Henryka Sienkiewicza mieści się w Dworku, gdzie się urodził. W pierwszej i drugiej sali ukazane są tradycje rodzinne. W sali z kominkiem na szczególną uwagę zasługują obrazy wybitnych malarzy nawiązujące do jego dzieł m.in.: „Janko Muzykant” (1904), „Bohun” (1927), „Latarnik” oraz statuetka „Janko Muzykant” (1822). Do bardzo cennych eksponatów należą też  ilustracje do „Trylogii” Konstantego Górskiego z 1911 roku.

Back to top